- Wiem, kochanie, ale naprawdę musisz o tym

kumacie?
oczy. Wstrzymała oddech. Szukała. Musnęła kamerę, ale woda zniosła ją w bok. Spróbowała
– Jak powiedziałem, sam nie wiem, co myśleć.
I za to powinien być wdzięczny.
ale partner znowu był nieuchwytny. Montoya zostawił mu wiadomość na poczcie głosowej i
satysfakcję.
zazgrzytały na podłodze. – Zły glina to zły glina, mówię wam.
Powiedz mu. Teraz. Nie musisz czekać, aż wróci. Niech wie, że jesteś w ciąży. Podkreśl,
zgonu. Zmrużył oczy. Teraz przynajmniej słuchał uważnie.
przypadkowe zderzenia z osobą do niej podobną, ale dwa razy w szpitalu i tu, na podwórzu –
cienkie jak papier, ale czyste. Za mało dla O1ivii, dla niego – wystarczająco.
Kucharz, wielki byk z cienkim wąsikiem, opasany brudnym fartuchem, skinął głową.
autentyczny. Namacalny. Jennifer uszła z życiem, ale nie odeszła. Nie mogła.
– Widzę, że zjadłaś. Dobrze, bardzo dobrze. Musisz być silna.

miała za dużą czapeczkę.

– Co? – O1ivia jęknęła. Ogarnęła ją dławiąca fala paniki. Boże, nie mówi poważnie. Ale
Kalifornijska tablica rejestracyjna... Wytężył wzrok. Wydawało mu się, że dwie cyfry to
prowadził przesłuchanie, wyszedł, żeby sprawdzić, czy Olivia już dotarła. Bentz wyobrażał ją

stres. Sypiał niespokojnie. Jego człowiek w wydziale, Montoya, był pochłonięty pracą i

zeszłej nocy. Od wtorku już z dziesięć razy zadawała sobie
Jak?!
Richard żył po spartańsku. Jadał tylko zdrowe, beztłuszczowe rzeczy,

– Rick! Stój! – zawołała.

Zgasił światło w kuchni i korytarzem ruszył w głąb
steki z pieczonymi ziemniakami. To bardzo smaczne potrawy.
dużo, ale czym chata...